Wtorek V tygodnia Wielkiego Postu

Ewangelia wg św. Jana 8,21-30.

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie». Rzekli więc do Niego Żydzi: «Czyżby miał sam siebie zab...

  • 4 hours ago

    Pan wyzwala i uzdrawia serce, jeśli wzywamy Go z pokorą i ufnością. #WielkiPost

To audycja, w której znany wieloletni katecheta, redaktor naczelny magazynu „Tak Rodzinie”, wykładowca teologii pastoralnej na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie oraz autor kazań i opowiadań dla dzieci – ks. Janusz Stańczuk, w dialogu z Pawłem Kęską, rozważa teksty czytań liturgicznych na niedziele.

Oto trzy świadectwa cudów św. Szarbela, jakie dla Was zebraliśmy. Mamy nadzieję, że będą dla Was umocnieniem i zachętą, by 12 stycznia, w Dniu św. Szarbela w naszej parafii prosić o wiele...

Świadectwo 1: PREZENT, KTÓRY ZMIENIŁ NASZE ŻYCIE

Świadectwo 2: ŚW. SZARBEL, PRZYJACIEL KOBIET W CIĄŻY 

Świadectwo 3: CUD ROZMNOŻENIA OLEJU


swiadectwo


1. PREZENT, KTÓRY ZMIENIŁ NASZE ŻYCIE

Nasz zięć jest muzułmaninem. Kilka lat temu przywiózł nam z Libanu niezwykłe podarunki. Były to: olej świętego Szarbela, obrazek z jego relikwią oraz różaniec z Annaja, czyli wsi, w której znajduje się klasztor i grób słynnego mnicha. Od tamtej pory czujemy w naszym życiu wyraźną obecność świętego. Jesteśmy przekonani, że za jego wstawiennictwem doznaliśmy szeregu łask. Pragnę je wymienić.

Otóż nasza córka wraz z rodziną powróciła szczęśliwie do domu. Zięć, po wielu nieudanych próbach, wreszcie zdał egzamin lekarski. Z kolei nasz wnuk, który nie mówił przez pierwsze trzy lata swojego życia, otrzymał łaskę mowy! Ja sama odbyłam pielgrzymkę do grobu św. Szarbela w Annaj i zostałam uzdrowiona z bólu kolana. I jeszcze jedna historia: otóż mój kolega trzy lata temu przeszedł operację usunięcia raka nerki. Tuż po niej podarowałam mu obrazek z relikwiami św. Szarbela. Od tamtej pory dzięki Bogu nie widać u niego śladu przerzutów.

Tyle osób, tyle łask... Chwała Panu!

Parafianka

2. ŚWIĘTY SZARBEL, PRZYJACIEL KOBIET W CIĄŻY

Pod koniec 2013 roku nasza przyjaciółka Krystyna opowiedziała nam o świętym Szarbelu. Od tamtej pory codziennie odmawiałam modlitwę o jego wstawiennictwo.

Miałam 42 lata i byłam w ciąży. Pod koniec marca 2014 roku zauważyłam, że na moim lewym przedramieniu pojawiła się dziwnie wyglądająca brązowo-czerwona zmiana wielkości połówki dużego ziarna grochu, o nieregularnym kształcie… Przestraszyłam się. Udałam się do dermatologa, lecz ten - z uwagi na mój stan - zalecił, by na razie nic z tym nie robić, jedynie… czekać i zabezpieczać zmianę tak, by nie urazić jej ubraniem. Nikt nie chciał mnie martwić, ale ja wiedziałam, że to jest coś niebezpiecznego. Moje przerażenie rosło, lecz wraz z nim wzmagała się również nadzieja, że Bóg wyprowadzi z tego coś dobrego i uratuje mnie i Antosia rosnącego w moim brzuchu.

Na początku kwietnia 2014 roku otrzymaliśmy z Mężem od Krysi niezwykły dar - obrazek ze św. Szarbelem z zalaminowanym kawałkiem płótna, które było nasączone olejem pochodzącym z ciała świętego. Jak tylko go otrzymałam, przepełniła mnie radość i przytuliłam go do serca, a gdy zostałam sama w pokoju, z wiarą w Bożą pomoc i wstawiennictwo św. Szarbela podwinęłam rękaw bluzki, zerwałam plaster i przyłożyłam do chorego miejsca właśnie tę część obrazka, na której było płótno z olejem. Modliłam się z serca, krótko, całą sobą prosząc: Św. Szarbelu, proszę wyproś mi łaskę uzdrowienia z tej choroby, którą widać na ramieniu, wyproś, żeby ta zmiana zniknęła. Byłam tak skupiona, że na chwilę wszystko wokół mnie zniknęło mi sprzed oczu... Poczułam w sercu pokój… Nikomu o tym nie opowiedziałam.

Od tamtej chwili podczas wieczornej modlitwy na moim brzuchu codziennie "lądował" obrazek ze św. Szarbelem. Nie minęły dwa dni, gdy poczułam, że muszę… zdjąć plaster zakrywający zmianę. Tak uczyniłam, a wtedy razem z plastrem ze skóry odpadło całe znamię, nie pozostawiając na niej żadnego śladu. Wiedziałam, że to cud. Opowiedziałam wtedy o tym zdarzeniu Mężowi i przyjaciołom. Oczywiście dziękowałam Bogu, Matce Bożej i św. Szarbelowi za uratowanie mnie i Antosia w moim brzuchu. 

Po tym niezwykłym zdarzeniu św. Szarbel cały czas wypraszał nam opiekę, a potem dał jeszcze o sobie znać pod sam koniec ciąży. Otóż gdy byłam w siódmym miesiącu, zaplanowałam wizytę na badaniu USG. Miało się ono odbyć 28 lipca. Termin porodu był wyznaczony na około 18 sierpnia i lekarze z położną tłumaczyli mi, że na sam koniec ciąży już nie robi się USG, że wystarczy sprawdzać puls i ruchy dziecka. Ja jednak postanowiłam nie odwoływać badania USG, bo czułam, że Bóg chce, abym je zrobiła. Poza tym od ósmego miesiąca ciąży bardzo źle się czułam, było mi bardzo słabo, a inne badania nic nie pokazywały.

I znów św. Szarbel pomógł uratować Antosia i mnie. Otóż USG, co do którego tak się upierałam, wykazało, że coś niedobrego dzieje się z przepływami z pępowiny. Badanie miało miejsce popołudniu, nazajutrz była powtórka, a już wieczorem drogą cesarskiego cięcia ratującego życie (z powodu niedotlenienia) urodził się zdrowy Antoś. Dopiero potem dowiedziałam się, że 28 lipca to dzień, w którym Kościół wspomina św. Szarbela!

Medycznie nie da się wyjaśnić, jak to się stało, że mój Synek ocalał. Ja wiem, że zawdzięczamy to wstawiennictwu Św. Szarbela, a także modlitwie bliskich i przyjaciół oraz opiece św. patrona Antoniego Padewskiego. To oni uratowali życie naszemu Synkowi. Bogu za wszystko niech będą dzięki.

 Emilia, 47 lat

3. CUD ROZMNOŻENIA OLEJU

To było długie siedem lat. Czas, w którym borykałam się z zespołem napadowego lęku panicznego. Choroba była pokłosiem mojego wcześniejszego zaangażowania w religie Wschodu i wróżbiarstwo. Zaczęła się w 2009 roku, już po moim nawróceniu, które dokonało się dzięki cudownemu wstawiennictwu św. Jana Pawła II.

Lęki nawiedzały mnie kilka razy dziennie i uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. W trakcie napadu cała się trzęsłam, nie raz nawet przez kilka godzin. Mój stan sprawiał, że przez jakiś czas nie mogłam podjąć pracy. Lekarka przepisywała mi mocne leki uspokajające i nasenne. Wielokrotnie ratowały mi życie, jednak w pewnym momencie uzależniłam się od nich. Było tak do czasu mojej pielgrzymki do Libanu do grobu świętego Szarbela.

Zanim do niej doszło, kilka razy zetknęłam się z tym libańskim mnichem tutaj w Polsce. Najpierw w grudniu 2014 roku wraz z całą moją wspólnotą zostałam namaszczona olejem św. Szarbela. Potem obejrzałam film. W lutym 2015 roku niespodziewanie miałam sen, w którym spowiadający mnie kapłan wyszedł z konfesjonału i dał mi obrazek św. Szarbela, mówiąc, bym modliła się do niego o łaskę pokory. Obudziłam się z przekonaniem, że było to szczególne przeżycie. W końcu pewnego dnia otrzymałam informację na temat pielgrzymki do Libanu. Zdecydowałam się pojechać, trochę nie wiedząc, po co. Po prostu jakoś mnie tam ciągnęło.

Przed wyjazdem przeczytałam jeszcze książkę o św. Szarbelu. Dowiedziałam się z niej, że jest już ponad 24 tys. udokumentowanych cudów uzdrowień za jego wstawiennictwem.

Ksiądz, z którym w tamtym czasie się kontaktowałam, twierdził, że moja choroba ma podłoże duchowe. Przeszłam nawet dwa egzorcyzmy. Z kolei lekarka twierdziła, że wszystkiemu winna jest psychika. Poddałam się terapii, a konkretnie - programowi leczenia lęku. Niestety nie pomógł mi on, choć towarzyszyła mu szczegółowa analiza zjawiska jakim jest lęk i nauka odpowiednich technik oddychania. Mimo ciężkiej pracy na terapii pewnego dnia wylądowałam na ostrym dyżurze, gdzie trzeba było mi podać dożylnie lek uspokajający.

Nadszedł czas pielgrzymki do Libanu. 22 sierpnia 2015 roku mieliśmy odwiedzić sanktuarium św. Szarbela w Annaj. Gdy wczesnym rankiem wyjeżdżaliśmy z hotelu, nagle przypomniałam sobie, że nie wzięłam z pokoju kosmetyczki z lekami. Zatrzymałam więc autobus i szybko pobiegłam do hotelu. Wzięłam tabletki, lecz w połowie drogi do drzwi bardzo wyraźnie usłyszałam w sercu słowa: „Jedziesz po uzdrowienie. Nie potrzebujesz tabletek”. Przez chwilę nie wiedziałam, co zrobić...

Zaczęłam prowadzić dialog z Bogiem: „Przecież wiesz, że tyle razy prosiłam o uzdrowienie. Jak mnie złapie lęk, to nie mogę przecież żyć bez tych tabletek! Przecież już tyle razy prosiłam”. Zawsze prosiłam… Ale i zawsze miałam przy sobie też tabletki, tak „na wszelki wypadek”. „Albo wierzysz w te tabletki, albo we Mnie” – usłyszałam ponownie. Potrzebny był mi krok wiary i… zdecydowałam się rzucić w przepaść zaufania. Po raz pierwszy od siedmiu lat nie wzięłam ze sobą leku.

Po tym, jak dojechaliśmy do klasztoru, dołączyliśmy do procesji. Śpiewaliśmy piękną litanię, podczas której prosiłam gorąco św. Szarbela, by uzdrowił mnie z lęku. Potem zaczęłam szukać jego grobu. Gdy tam dotarłam, uklękłam na kolanach i… w tym momencie poczułam silny atak lęku. Pomyślałam: „Przecież miałam być uzdrowiona! Dlaczego to się dzieje?!”. Jednak nagle ten lęk, zamiast jak zwykle eksplodować, po prostu minął! Wtedy usłyszałam w sercu słowa: „Jesteś zdrowa”.

Od tamtego czasu ani razu nie byłam zmuszona sięgnąć po leki przeciwlękowe, ani uspokajające, ani nasennych. Moja lekarka była bardzo zdziwiona, ale podeszła do sprawy sceptycznie. Zaproponowała receptę „na wszelki wypadek”. Odpowiedziałam, że nie potrzebuję więcej lekarstw.

W kwietniu 2016 r. byłam po raz kolejny w Libanie i złożyłam świadectwo uzdrowienia u o. Louisa w klasztorze w Annaj. Było to pierwsze zgłoszenie z Polski w 2016 roku. Ma ono numer 95/2016.
Jestem bardzo wdzięczna Bogu za to, że uzdrowił mnie z tej choroby i poznał ze św. Szarbelem. Postanowiłam zostać apostołką libańskiego świętego. Przywiozłam z Annai kilkanaście fiolek oleju i zaczęłam obdzielać nim wszystkich potrzebujących. Wtedy doszło do kolejnego cudu: rozmnożenia oleju.

Otóż pewnego dnia została mi już ostatnia fiolka oleju, a w niej tylko kilka kropel na dnie. W tym samym czasie odwiedziła mnie znajoma z Gdańska. Miała ona ogromny problem z bólem stawów. Nie raz nie była nawet w stanie wstać z łóżka. Zaczęłam opowiadać jej o św. Szarbelu. Nie dowierzała mi, jednak w końcu dała się namówić na to, by namaścić chore miejsca olejem. Poszłam więc po fiolkę, wzięłam ją do ręki i… zobaczyłam, że jest ona pełna! Cud ten miał miejsce dwa dni po tym, jak dokonałam osobistego zawierzenia całego życia Bogu i oddałam się Mu do pełnej dyspozycji.

Naprawdę trudno opisać uczucie, gdy w Twoim mieszkaniu zdarza się cud, który świadczy tak wyraźnie o Bożej obecności w świecie. Do mojego świadectwa dołączam zdjęcia fiolki, która najpierw była pusta, a potem ponownie się napełniła.

Dodam jeszcze, że potem okazało się, że tego dnia puste fiolki napełniły się także u innych osób, które rozdawały olej świętego Szarbela! W ten sposób wiele osób doświadczyło namacalnie cudu rodem z Ewangelii o rozmnożeniu chleba.

Ileż zmieniło się w moim życiu czasu pielgrzymki do Libanu… Od lipca 2016 roku żyję dla ewangelizacji. Odeszłam z międzynarodowej korporacji, zrezygnowałam ze stanowiska menedżera, stabilnych zarobków, wszystkich bonusów, telefonów komórkowych itd. Bóg potwierdził, że będzie się mną posługiwał i zatroszczy się o mnie – i tak się dzieje cały czas. Chwała Mu za to!

Basia


Zapraszamy na stronę „Cuda Charbela” na Facebooku, którą prowadzi Basia. Basia rozdaje i rozsyła olej i można tam do niej pisać w tej sprawie.

Pod postem Basi o cudzie rozmnożenia oleju można przeczytać komentarz ks. Adama Lizbickiego o następującej treści: „Jako kapłan towarzyszyłem grupie, z którą leciała Basia do Libanu. Cud rozmnożenia oleju dokonał się wtedy u wielu osób. Pan jest wielki!!! Św. Szarbelu, módl się za nami!”

Wspomniany przedmiot cudu rozmnożenia oleju.